REKLAMA

AKTUALNOŚCIMiastoPowiatSportRozrywkaNaukaTurystykaNa SygnaleKącik PrasowyKulturaPrzetargi i komunikatyWybory

Polański w Gliwicach w związku z uhonorowaniem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata

Miasto

Dzisiaj, 15 października 2020 r. o godzinie 15.00 w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich, Oddziale Muzeum w Gliwicach, odbyła się uroczystość wręczenia medali Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata (hebr. ‏חֲסִידֵי אֻמּוֹת הָעוֹלָם‎ Chasid Umot ha-Olam) – najwyższego izraelskiego odznaczenia cywilnego nadawanego nie-Żydom, przyznawanego przez Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Jad Waszem w Jerozolimie. Gospodarzem uroczystości jest Ambasador Izraela w Polsce oraz Prezydent Gliwic. Uhonorowanych medalem zostało troje Sprawiedliwych: śp. Stefania i Jan Buchałowie oraz śp. siostra Zofia Szczygielska.

Stefania i Jan Buchałowie mieszkali we wsi Wysoka, koło Wadowic. Oboje zmarli w 1953 roku. W latach 1943-1945 ocalili Romana Polańskiego.

Wraz z początkiem deportacji Żydów z krakowskiego getta do obozów zagłady, rodzice Romana zaczęli szukać sposobu na ukrycie syna przez swoich polskich znajomych w zamian za pieniądze. Roman nie miał wyglądu typowego żydowskiego chłopca, posługiwał się również nienaganną polszczyzną. Rodzice Romana skontaktowali się więc ze swoimi wieloletnimi przyjaciółmi, Henrykiem i Kazimierą Wilkami, którzy mieszkali po „aryjskiej” stronie miasta. Ci zgodzili się przyjąć Romana i znaleźć dla niego kryjówkę, na pokrycie czego dostali zapłatę.

Matka Romana miała stałe pozwolenie na opuszczenie getta, jako sprzątaczka w Wowell Palace, dlatego pewnego dnia przyjechała z synem do mieszkania małżeństwa Wilków, aby Roman mógł sam do nich dotrzeć w razie potrzeby.

Wkrótce potem, latem 1942 roku, przewidywany był transport do Auschwitz. Na kilka dni przed ostateczną likwidacją getta ojciec Romana doprowadził syna do ogrodzenia z drutu kolczastego. Roman przedarł się przez lukę w drucie i został wysłany do mieszkania Henryka i Kazimiery Wilków.  Rodzice Romana zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych; matka  do Auschwitz, gdzie zginęła, a ojciec do obozu Mathausen, który udało mu się przeżyć.

Po kilkudniowym pobycie u państwa Wilków, chłopiec został przez nich przeniesiony do innej polskiej rodziny: Bolesława i Jadwigi Putków, którzy najwyraźniej dostali część pieniędzy, które ojciec Romana dał państwu Wilkom.

Państwo Putkowie, po kilkudniowym pobycie Romana u siebie, postanowili przewieźć go do oddalonej od Krakowa o około 30 km małej wsi Wysoka, do dalekich krewnych Stefanii i Jana Buchali. Była to biedna rodzina z trójką małych dzieci. Pomimo, że Roman był żydowskim chłopcem i mimo bardzo trudnej sytuacji finansowej rodziny, która czasami graniczyła z głodem, przyjęli Romana wówczas 9-10-letniego, jak własnego syna.

Jak wspomina pan Stanisław Buchała, wnuk Stefani i Jana, jego dziadkowie byli ubogą rodziną, która prowadziła gospodarstwo rolne we wsi Wysoka. Na polu sadzili tytoń, jednak plony były niewielkie. Byli bardzo pracowitymi ludźmi. Jan również dorywczo pracował jako szewc i robił miotły. Syn Buchałów Ludwik uważał Romana za swojego biologicznego brata. Sam ocalony wspomina również, że Stefania śpiewała mu religijne pieśni katolickie. Wskazuje to na to, że doskonale zdawała sobie sprawę z zagrożenia, skoro nawet dzieciom przekazywała, iż Roman to ich brat oraz traktowała go jak własne dziecko.

Sam Roman Polański pisze we wniosku do Yad Vashem:

„Stefania bez namysłu, tylko z miłości do bliźniego zaryzykowała swoje życie, życie męża i dzieci, ukrywając mnie w ich domu przez prawie dwa lata. W tym czasie, pomimo biedy i niewielkiej ilości pożywienia dla swojej rodziny, zadbała o to, by mnie ukryć i nakarmić. Dwukrotnie przyjeżdżałem do Polski na wieś Wysoka. Niestety Stefania i Jan już wtedy nie żyli”.

Po wojnie Polański odwiedzał wieś Wysoka w poszukiwaniu swych wybawców ale bezskutecznie. Po staraniach i dotarciu do dokumentacji okolicy dowiedział się, że Stefania Buchała zmarła w 1953 roku na gruźlicę w wieku 49 lat. Jej mąż Jan zmarł około miesiąca później. Dzieci Buchałów sprzedały swoją działkę po wyburzeniu ich domu i osiedliły się w zachodniej Polsce.

Jedynym z ich potomków, jakiego Polańskiemu udało się odnaleźć, jest wnuka Stefanii i Jana Buchałów - Stanisław Buchała.

Siostra Zofia Szczygielska z klasztoru Sióstr Miłosierdzia w Przeworsku ocaliła Esther Freilach z domu Singer oraz Rinę Glickman Rina.

Esther Freilich z domu Singer jest jedyną córką  Friedricha i Anny Singerów z Przemyśla. Latem 1942 r. rodzina przebywała w getcie. Wtedy to rozpoczęły się akcje selekcyjne i eksterminacyjne, dlatego rodzice Esther rozpaczliwie szukali bezpiecznego schronienie dla swojej małej córeczki. Podczas trzeciej akcji we wrześniu 1942 r. ojcu udało się oddać córkę pod opiekę Polce za opłatę 1000 zł miesięcznie. To był pierwszy przystanek Esther podczas długiej i niebezpiecznej podróży, którą przeszła, by w końcu trafić do klasztoru Sióstr Miłosierdzia w Przeworsku, gdzie otrzymała schronienie dzięki Siostrze Przełożonej zakonu Zofii Szczygielskiej. W tym okresie Anna, matka Esther została zgładzona, natomiast  ojciec Friedrich przeszedł selekcję i został wysłany na roboty przymusowe poza getto, skąd udało mu się uciec. Zdobył aryjskie papiery dla siebie i swojej córki i zaczął wędrować z miejsca na miejsce w poszukiwaniu pracy. Ostatecznie dotarł do Przeworska, gdzie został zatrudniony i tam doczekał wyzwolenia.

W tym czasie Esther, którą powierzył w obce ręce poważnie zachorowała. W mieście Przeworsk, gdzie mieszkał, znalazł dobrą chrześcijankę, która przyjęła i zaopiekowała się dzieckiem. To ona po wyzdrowieniu dziewczynki poradziła Friedrichowi, aby oddał ją pod opiekę do klasztoru w mieście.

W lipcu 1943 r. przywiózł ją do klasztoru Sióstr Miłosierdzia i przekazał zakonnicom na okres około dwóch lat. W klasztorze została przyjęta pod nazwiskiem Antonina Czajkowska, gdzie czule nazywano ją Tosią. Zakonnica Michalina Bilińska, która była wówczas młodą zakonnicą, wspomina, że przełożona klasztoru siostra Zofia Szczygielska, która kierowała tam sierocińcem, szpitalem i ochronką, powierzyła siostrze Michalinie opiekę nad małą Tosią. Wszystkie zakonnice wiedziały o tym, że dziewczynka i jej ojciec są Żydami.

W klasztorze w różnym czasie znalazło schronienie co najmniej dwoje innych żydowskich dzieci, o czym daje świadectwo jedna z ocalonych tam Żydówek, Rina Glickman, urodzona w 1933 roku w Borysowie. Miejscowy proboszcz przekazał nawet jednej z tych par aryjskie dokumenty, aby mogli się swobodnie przemieszczać. Sama Rina Glickman zeznaje, że przebywała w tym samym klasztorze kilka miesięcy i chociaż miała „dobry wygląd” i dobrze znała język polski, a także posiadała aryjskie papiery, opuściła to miejsce z powodu inwigilacji niemieckiej. Zakonnica Michalina Bilińska w ciepłych słowach przedstawia Przełożoną Zofię Szczygielską jako wzór wrażliwości na cierpienie każdego człowieka bez względu na pochodzenie i rasę, dodając, że jej drzwi były zawsze otwarte dla wszystkich potrzebujących.

Siostra Zofia zajmowała się wychowaniem i opieką dziećmi różnych wyznań, ratując je przed niechybnym zesłaniem do obozów koncentracyjnych. Za swoją pracę i poglądy siostra Zofia doznała wielu upokorzeń, m.in. wysłano ją do obozu pracy w Lesznie-Gronowie na okres ok 3 lat (1948-1951).

źródło: Muzeum w Gliwicach

 

Admin Admin

Udostępnij:


Komentarze

Brak komentarzy...

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

REKLAMA

AKTUALNOŚCI

Głosowanie

Zobacz wyniki

REKLAMA

KALENDARZ WYDARZEŃ

22
Czwartek
Październik 2020
Październik
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
282930
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
1
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłwa

REKLAMA