REKLAMA

Ten spektakl mnie wkurzał. Wystawiam mu wysoką ocenę (recenzja)

Kultura

Zdaję sobie sprawę, że każdy w teatrze szuka czegoś innego, choć wielu – tak jak ja – przychodzi tam po emocje. Im silniejsze, rzecz jasna, tym lepsze. Jestem przekonana, że nie tylko ja je tam znalazłam i nie tylko mnie ta siła, z jaką uderzyły „po nerwach”, przypadła do gustu. Podejrzewam, że wielu widzów z premiery „Tramwaju zwanego pożądaniem”, wyszła ukontentowana. Świadczy o tym chociażby to, że w budynku, po spektaklu zostało nas wiele. Ze stołu szybko znikały tradycyjne w takim dniu lampki szampana. W duchu wnosiliśmy toast za dobrą pracę zespołu, jednocześnie kojąc silne dreszcze, jakie wciąż jeszcze przebiegały po naszym ciele.

REKLAMA

Krótko o fabule, zgodnie z opisem twórców spektaklu: Nowy Orlean, kolebka jazzu i królestwo Duke’a Ellingtona. Miasto spleenu, drapieżnych namiętności i francuskich pączków. Po sąsiedzku, przy Elysian Fields Street, mieszkają dwa małżeństwa – Stanley i Stella oraz Eunice i Steve. I oto do Stelli, tramwajem zwanym „Pożądanie” przyjeżdża siostra, której obecność staje się katalizatorem dla zmysłów w dotychczas hermetycznie zamkniętym małżeńsko-sąsiedzkim układzie.

Wyzwalającym namiętność bodźcem jest kobieta. Niezwykle zmysłowa, frywolna Blanche, świadoma swej atrakcyjności i odmienności. Bardzo bezpośrednia, czasem histeryczna. Nikt nie wie, czy to, co mówi, jest prawdą, czy fikcją – te kategorie dla niej nie istnieją. Liczy się tylko pożądanie.

Kontrapunktem jest dla niej oczywiście samiec alfa – Stanley. To on, był do tej pory królem świata. A ponieważ władca może być tylko jeden, zatarg i próba sił są nieuniknione.

Dreszcze wzbudzała sama historia – wielu widzom znana zapewne z amerykańskiego klasyka z 1951 roku, pod tym samym tytułem, w którym główne role zagrali Marlon Brando i „słynna Scarlet”, czyli Vivien Leigh. Tu, na gliwickiej scenie opowieść ta została uwspółcześniona, choć nie bardzo daleka od pierwowzoru. Jej przekładem zajął się Jacek Poniedziałek. To historia sióstr, których losy, choć biegnące tak odległymi ścieżkami, zamykają się w podobnej klatce pożądania, w której miłość jest tylko upragnionym kluczem do zamka, zagubionym przez roztargnionego strażnika, jakim jest życie. To rzecz o pierwotnych, czasem atawistycznych zachowaniach, o seksualności i męskiej potrzebie dominacji. To być może opowieść o wielu kobietach, chowających swoje prawdziwe dramaty za ugładzonymi zdjęciami publikowanymi w mediach społecznościowych…

Wielki ukłon składam reżyserowi Jackowi Jabrzykowi, za środki, jakimi posłużył się, by wywołać w widzach emocje i empatię. Lustro rozwieszone nad akcją, pełne krzywizn, stało się czymś w rodzaju drugiej sceny (autorem scenografii i doskonałej gry światłami jest Bartholomäus Martin Kleppek). Żywa muzyka (za tę odpowiadał Jakub Orłowski), powstająca na drugim planie, nadawała spektaklowi melodyki i rytmu. Największe dreszcze wzbudzała jednak częsta kakofonia dźwięków, nieprzyjemna dla ucha, drażniąca i odbierająca komfort oglądania. W doskonały sposób współgrała ona z emocjami sióstr, pozwalając widzom na bardzo głębokie ich współodczuwanie. A to jest właśnie to, czego w teatrze szukam – emocjonalnego przeżycia, wstrząsu i prawdziwego poruszenia.

Niezaprzeczalnym atutem spektaklu była również jego dynamika, uzyskana między innymi poprzez granie zarówno na scenie, jak i w różnych miejscach widowni. To wymagało od odbiorcy skupienia i czujności, a przenikanie się światów widza i bohaterów historii dodatkowo włączała odbiorcę w życie Blanche, Stelli, Stanleya i Mitcha. Aktorzy odgrywający te role również stanęli na wysokości zadania. Największy podziw wzbudzała jednak przede wszystkim Mirosława Żak, która wcieliła się w wymagającą i niełatwą rolę neurotycznej Blanche. Jej kreacja na długo pozostanie w mojej pamięci.

W pozostałych rolach mieliśmy okazję zobaczyć: Izabelę Baran (Eunice Hubbel), Mateusza Korsaka (Steve Hubbel), Łukasza Kucharzewskiego (Harold „Mitch” Mitchel), Dominikę Majewską (Stella Kowalski), Mateusza Nędzę (Stanley Kowalski) i Karola Nowakowskiego oraz Olivera Ntuka (chłopców).

Czekam na więcej emocji. Nie muszą być miłe, ale koniecznie silne. To jest dla mnie magią teatru i to stanowi o jego wyższości nad innymi formami przekazu. To jego piękna dusza.

Fot. Michał Ramus/fb. TeatrMiejskiwGliwicach

Adriana Urgacz-Kuźniak

 

Admin Admin

Udostępnij:


Komentarze

Brak komentarzy...

Zostaw komentarz


POLECANE FIRMY

REKLAMA

AKTUALNOŚCI

Głosowanie

Zobacz wyniki

REKLAMA

KALENDARZ WYDARZEŃ

21
Piątek
Wrzesień 2018
Wrzesień
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
2728293031
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
imieniny:
Darii, Mateusza, Wawrzyńca

REKLAMA